Drogi tygodniu, co żeś przyniósł? Kreatywnie co tydzień #1: wiadro, balkon i koncert

23:18:00


 Pierwszą i zarazem główną myślą, która przyświecała mi podczas zakładania bloga, było to, aby był miejscem związanym z czymś kreatywnym. Z odkrywaniem nowych rzeczy. Dlatego też postanowiłam uruchomić cykl  wpisów pt. Kreatywnie co tydzień. Chciałabym w jakiś sposób systematyzować na bieżąco co ciekawego i nowego przyniosło ostatnie siedem dni. 
3, 2, 1..start :D


 Nie ma to jak zacząć podsumowywanie odkryć tygodnia od czwartku, ale co to było za wydarzenie! 18 lutego wraz z moją wspaniałą siostrą wybrałyśmy się na koncert irlandzkiego zespołu Kodaline. Wcześniej znałam część piosenek, ale po występie na żywo jestem prawdziwą fanką i od czwartku w kółko ich słucham :D. Nie ma to jak wokaliści, którzy na żywo brzmią tak samo na płycie. A przy tym bardzo lubię ich muzykę. Tutaj utkniecie na moment. Bardzo podobał mi się nie tylko koncert główny, ale także support - zagrał dla nasz hiszpański zespół LA The Band. Wpadające w ucho, przyjemne piosenki i - o mamo! - jaka energia! Wokalista dosłownie płynął po scenie. Latynosi rodzą się z naturalnym tanecznym feelingiem w biodrach.
 Koncert odbył się w warszawskim Palladium. Przyszłyśmy na miejsce ponad godzinę przed oficjalnym otwarciem wejścia, aby odebrać bilety. Odstanie na mrozie opłaciło się - byłyśmy w 1/3 kolejki, która ciągnęła się w końcowej fazie pod przejściem podziemnym. Dzięki temu bez problemu mogłyśmy wybrać miejsce. Opcje były dwie: 4-5 rząd na płycie albo drugi rząd na balkonie. Postawiłyśmy na dwójkę i nie żałuję - wszystko widziałyśmy, czy to na siedząco czy na stojąco, w dodatku było sporo miejsca. A wszystko za sprawą schodkowej widowni - swoją drogą bardzo lubię takie rozwiązania. Pierwszy raz zetknęłam się z nim w wiedeńskiej operze, gdzie najtańsze miejscówki za 3-4 euro sprzedawane są właśnie w identycznej lokalizacji (tylko, że tam dodatkowo są jeszcze barierki do oparcia, ale za to jest wąsko). 
P.S. Kilka osób od nas, w czasie piosenki The One, miały miejsce oświadczyny :)

Pobyt w stolicy był krótki, lecz intensywny. Nie ma to jak krótka wycieczka - prawie jak wakacje w środku zimy. Tak się złożyło, że nocowałyśmy niedaleko skrzyżowania Hożej z Marszałkowską
i wracając do domu mijałyśmy budynek Dzień Dobry TVN. Podczas wcześniejszych warszawskich wycieczek jakoś nigdy nie było mi dane tu trafić, a tu proszę - czekała na nas rozstawiona prognoza pogody.

Koncerty i wyprawy się kończą, czas wracać do domu! Na powitanie uśmiechnięta mordka koszatniczki. Pierwszy raz w historii udało mi się uchwycić ciekawski ryjek najmłodszej córeczki koszo matki. Jest najspokojniejsza, ostatnia przy misce i ma skośne oczy - czasem udaje jej się do końca otworzyć powieki, czasem tylko do połowy. Jednego jej odmówić nie można - jest przeurocza, czyż nie?

W ramach próby ogarnięcia włosów zaczęłam zgłębiać tajniki różnych upięć. Na zdjęciu widzicie efekty pierwszych podejść do warkocza 4-częściowego. Jako posiadaczka włosów stosunkowo długich, niskoporowatych i ciężkich zmagam się z tym, iż fryzury na mojej głowie mają niezwykłą tendencję do psucia się, zjeżdżania w dół i tracenia zamierzonego kształtu zdecydowanie za szybko. Dlatego szukam nowych, bardziej skomplikowanych splotów, które w końcu stworzą na mojej głowie fryzurę. Biblią uczesań i włosowych inspiracji jest dla mnie ta strona. Autorka pokazuje dużo różnych włosowych pomysłów jasno tłumaczy co i jak przeplatać. Niezłej gimnastyki wymaga stworzenie czegoś na własnej głowie i jeszcze więcej praktyki potrzebuję, żeby zaczęło to wychodzić przyzwoicie ;) Następnym razem spróbuję wydziergać na głowie opaskę z warkocza.

Odkrycie końcówki tygodnia to przepyszny napój - mocna, czarna herbata z aromatem czarnej porzeczki. Pycha! Trafiłam na nią podczas stolicowego wyjazdu i musiałam kupić. Ma cudowny, głęboki smak. Jeśli pisałabym dziś posta herbacianego, z pewnością znalazłaby się w czołówce. Uwielbiam herbaty typu siekiera i piję je wiadrami o pojemności pół litra. Takich kubków nigdy za wiele ;)

P.S. Tydzień dobiega końca, ale wcale mnie to nie smuci, bo...następny zapowiada się równie, jeśli nie bardziej intrygująco... Ale o tym więcej w następnym odcinku:)

Jak minął Wasz tydzień? Czym Was zaskoczył? Z chęcią poczytam o Waszych odkryciach:)

You Might Also Like

11 komentarze

  1. Nawet nie wiesz jak pocieszne bywają Twoje posty! Przyjemnie się czyta :*

    OdpowiedzUsuń
  2. piękna ta Twoja koszatniczka ;)) jestem w niej zakochana <3 a warkocze też bardzo lubię, muszę popróbować coś nowego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w jej imieniu:D To co, wiosna będzie porą ćwiczenia nowych fryzur? ;)

      Usuń
  3. Byłam na tym koncercie i też kocham Kodaline jeszcze bardziej, a wokalista LA i jego ruchy .... :) Czekam na kolejny koncert ! Również byłam u góry :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcęęę jeeeeszcze raaaaz na koncert! :D Dziękuję za odwiedziny, to bardzo miłe z Twojej strony:) A gdzie byłaś na balkonie? Padnę, jeśli jeszcze gdzieś koło nas,
      haha :D
      Pozdrawiam, Tajemnicza Anonimko!:)

      Usuń
  4. Wstyd mi, ale nigdy nie przesłuchałam nawet jednej piosenki tego zespołu. Ba! Ja go w ogóle nie znam ;)Zawsze jednak warto próbować czegoś nowego, więc zaraz puszczę sobie jakieś kawałki.
    Moje atrakcje nijak mają się do Twoich, bo w sumie tydzień upłynął mi monotonnie, żeby nie powiedzieć nudno, więc raczej nie mam co opowiadać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak Ci się podoba muzyka Kodaline? Szczerze mówiąc też nie miałam wcześniej pojęcia o ich istnieniu, to siostra mi pokazała zespół (wcześniej kojarzyłam tylko pojedyncze piosenki;))

      Usuń
    2. Okazało się, że kilka kawałków jednak znałam, choć nie miałam pojęcia, że do nich należą, a muzyka rzeczywiście godna jest polecenia :)

      Usuń
  5. O, nie znam tego zespołu i chyba żadnej ich piosenki nie słyszałam, ale uświadomiłam sobie, że bardzo dawno nie byłam na żadnym koncercie! A herbaty i kawy również piję zawsze z jak największych kubków :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Intensywny tydzień za Tobą ;) Ale super tak ma być trzeba czerpać z życia jeśli ma się tylko ku temu okazję!;) Co do włosów to ja uwielbiam tworzyć ale u kogoś na głowie i o dziwo wtedy wychodzi mi całkiem przyzwoicie. Inaczej jest już kiedy mam zrobić coś sobie. Wtedy nie jest już tak wesoło i dlatego z wielkim smutkiem noszę własy albo rozpuszczone albo związane. Taka nuda :)

    OdpowiedzUsuń

INSTAGRAM