Miesiąc na TAK - podsumowanie wakacyjnego wyzwania

21:34:00

Czas od połowy lipca do połowy sierpnia potraktowałam jako czas próbowania rzeczy nowych - mówienia TAK życiu. Naszła mnie wówczas ochota na takie mini wyzwanie. Nie bez przyczyny pojawił się wówczas tekst o byciu na tak, czyli you should yes (http://poliptyk.blogspot.com/2016/07/you-should-yes-czyli-o-mowieniu-tak.html). Myślę, że także nie przypadkiem trafiłam  w czeluściach internetów na bloga Marceliny (http://sieczkarnia.blogspot.com/) i prowadzoną przez nią grupę ziomków, którzy chcą być na tak i tam sobie tak sympatycznie o tym piszą i rozmawiają. Dzięki tej grupie mój pomysł na poznawanie nowego zyskał ręce i nogi miesięcznego mini wyzwania, a nie luźnej myśli w stylu trzeba coś zmienić. Projekt dobiegł końca. Zrobiłam coś innego czy niekoniecznie?

W ciągu ostatniego miesiąca:

1. Zaczęłam tworzyć Bullet Journal, czyli własny kalendarzo-pamiętniko-motywator. To temat rzeka, więc należy mu się osobny post ;-) Przez cztery tygodnie prowadziłam wersję testową w zwykłym zeszycie, teraz kupiłam docelowy notes i jestem bardzo ciekawa, jak się sprawdzi. 

Bullet Journal to jednak dziecko przypadku, początkowo marzył mi się Art Journal w starej, nieużywanej książce. Coś w tym stylu (klik). Trafiłam na polskie fejsbukowe grupy Art i Bullet Journal - fajne źródło pomysłów.



2. Przemalowałam pokój - nie tylko ściany, ale też meble. I parę dodatków. To też materiał na osobny post albo i osiem, zdecydowanie warto było przełamać rutynę i zupełnie zmienić kolorystykę otoczenia ;-)

Skrzynka-znajda, na którą trafiłam przypadkiem, jeszcze przed przeróbką
3. Jakoś na samym początku zabawy z robieniem nowych rzeczy ścięłam włosy. Bożeno, co to za lekkość na głowie - do teraz czuję mega różnicę. Choć pod nóż poszło stosunkowo niewiele, bo 25 cm, czyli ponad jedna czwarta czupryny - jest mi dużo lepiej ;-) Ostatni raz cięcie większe niż 5 centymetrów zaliczyłam w okolicach osiemnastki, więc była to spora odmiana. Chociaż i tak mało kto zauważył ;D 

4. Wróciłam do nawyku czytania codziennie - brakowało mi regularnego sięgania po książki, parę miesięcy okazało się przepaścią. Mgr zabrała czas na czytanie dla czytania na rzecz czytania dla pisania. Kończę teraz, to co zaczęłam zimą i sięgam po nowe pozycje. 

5. Zaczęłam oglądać filmy. Więcej filmów - kiedyś robiłam to stosunkowo rzadko. Żenujące, bo jak to się ma do mojego hobby i zbierania ulotek (klik)? Nie umiem tego wyjaśnić ;D W ciągu minionych trzydziestu dni z hakiem obejrzałam siedem filmów i - co mnie niezmiernie cieszy - każdy w miłym towarzystwie, nigdy sama ;-) Od animowanych, przez dramato-komedie, do horrorów. I żadnego nie żałuję, każdy, nawet najdziwniejszy był wart uwagi ;D

6. O kulinarnych eksperymentach już pisałam (klik), śmiało mogę je jednak zaliczyć do wakacyjnego wyzwania ;-)

7. Skoro już jesteśmy przy jedzeniu - założyłam mikro ogródek parapetowy, ma parę dni i jestem bardzo ciekawa, co z tych kulfonów wyrośnie - póki co w zabójczym tempie wystrzelił szpinak, jest rzeżucha i miks nasion wszelakich. Daję im trochę czasu.

8. Ostatnim gwoździem programu letniego jest odkrywanie własnego miasta, czyli w tym przypadku - wycieczka na Wzgórze św. Wojciecha w ramach cyklu "Zabytek Otwarty", gdzie po raz pierwszy w historii bracia karmelici bosi oprowadzali po ich klasztorze. Ciekawe i dziwne zarazem jest uczucie bycia turystą-nieturystą. Ciekawie było zobaczyć klaszotorne wnętrza, refektarz, a następnie usiąść pod jabłonią w klasztornym ogrodzie i spróbować jabłka grillowanego przez brata. I chociaż spodziewałam się bardziej opowieści o życiu w samym klasztorze, a nie opowiadania o historii zakonu - było to naprawdę ciekawe przeżycie;-) Lubię poznawać różne oblicza codzienności.


You Might Also Like

4 komentarze

  1. Ten bullet journal z filmiku na yt wygląda wspaniale!! Świetna sprawa, ale ile pracy trzeba w to włożyć! Możesz polecić jakiś film? Ja ostatnio nie mam co oglądać w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bullet Journal sama testuje na sobie i póki co jest bardzo cennym narzędziem do organizowania. Mam zwykły zeszyt z czystymi kartkami i to mi w zupełności wystarczy, bo póki co panuje w nim misz masz, bo dopiero szukam tego odpowiadającego mi stylu. ;) Bardzo interesujący miesiąc za Tobą, pełen nowości i świetnych prób przesuwania swojej granicy czystrefy komfortu. Muszę koniecznie sama pomyśleć o takim wyzwaniu, bo zdecydowanie zbyt mocno zaczyna mi się wkradać rutyna ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. dużo tego wszystkiego, co tworzy niezwykle intensywny miesiąc. ;) u mnie też pewnie na bardzo podatny grunt padłoby takie mini wyzwanie z byciem na tak, ale obecnie mam siedzieć na czterech literach i się uczyć, więc nawet wolę nie zaczynać. dopiero po egzaminie. ;) to mniej więcej taki sam cudowny i mityczny czas jak "po sesji". ;))
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam za zapał do prowadzenia bullet journal - może kiedyś też się skuszę :-). A odnośnie włosów, mam podobne plany ;-). Trzeba skrócić te brzydkie piórka ;p. No ale dobra, koniec gadania - lecę obczaić te Twoje kulinarne eksperymenty! :D

    OdpowiedzUsuń

INSTAGRAM